10:30

"Pokój służącej" Fiona Mitchell

"Pokój służącej" Fiona Mitchell
Pokój służącej 

Cykl: -

Autor: Fiona Mitchell

Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie

Strony: 389 stron

Tytuł oryginału: The Maid's Room 

Data premiery: 4 lipca 2018 rok

Poprzednie recenzje: - 

Dolly i Tala – dwie siostry pochodzące z Filipin pracują w Singapurze jako pomoc w domach brytyjskich imigrantów. Mieszkają w pokoikach bez okien, usługują, sprzątają i wychowują dzieci swoich pracodawców. Są na każde zawołanie. Dolly zostawiła na Filipinach malutką córkę i żyje nadzieją, że kiedyś ją zobaczy. Tala jest niespokojnym duchem – pewnego dnia odkrywa popularnego wśród zamożnych mieszkańców metropolii bloga z poradami, jak traktować służące i jak wymusić na nich posłuszeństwo. Dziewczyna postanawia walczyć o prawa swoje i innych kobiet. Zakłada konkurencyjnego bloga z detalami opisującego okrutne traktowanie pomocy domowej.

Jak potoczą się losy dwóch sióstr? Czy zbuntowane służące odkryją, kto w internecie je szkaluje?

Wyraziste bohaterki, znakomita fabuła, a przede wszystkim sugestywny obraz codzienności – to największe zalety powieści Fiony Mitchell. Pokój służącej nie tylko bawi i wzrusza, ale też otwiera oczy na wiele wciąż nierozwiązanych problemów naszego świata.

Jako fanka powieści Kathryn Stockett Służące nie mogłam sobie odmówić współczesnej wersji historii o niesprawiedliwości oraz walce z prawem, które nic nie potrafi zrobić dla mniejszości. 
Tala i Dolly to dwie siostry, które dla swojej rodziny porzuciły Filipiny i zaczęły pracę w Singapurze, gdzie znoszą złe traktowanie ze strony pracodawców oraz to, co wypisuje nieuchwytna autorka bloga, na którym umieszcza rady, niemające nic wspólnego z rzeczywistością. 
Podoba mi się, w jaki sposób pani Mitchell stworzyła te postacie, jak wyraziste i prawdziwe są; możliwe, że jest to zasługa oparcia ich na prawdziwych osobach, ale też niezwykłe umiejętności pisarki, dzięki którym przekazała nam realizm bohaterów, ich problemów i zdarzeń. 

Jednak nie tylko postacie służących zasługują na uznanie; Jules i Amber to przeciwieństwa i obie kobiety swoją historią pokazują to, jak różnorodny wpływ mają na człowieka przeszkody, na które natrafia każdego dnia; jak związki walą się lub ratują przed końcem, co jest wielkim plusem, za poruszenia tak istotnego tematu. Kolejny motyw to prawa człowieka i fakt, że jeszcze w wielu miejscach na świecie nie ma dla nich żadnego poszanowania, a osoby uznawane społecznie za gorsze są bardzo pokrzywdzone z tego powodu. Myślę, że książka w jakiś sposób zmusza do refleksji na wiele tematów, o których nie myślimy na co dzień: nie brakuje nam pieniędzy czy wolności, więc naturalną koleją rzeczy jest, że nie jesteśmy na tyle świadomi tego, co dzieje się dalej. Nie mówię tutaj o ignorancji, ale o zwykłym zapominaniu o czymś takim; to właśnie książki poruszające tak ważne tematy, przypominają nam, ile milionów osób jeszcze spotyka taki los.

Liczę na to, że o tej książce będzie jeszcze głośniej niż dotychczas, bo to, co wyszło spod ręki pani Mitchell na to zasługuje. Pokój służącej to powieść, która porusza wiele współczesnych tematów i sprawia, że czytelnik na dłużej zatrzymuje się przy niektórych z nich. 


10:00

"Diabolika" S. J. Kincaid

"Diabolika" S. J. Kincaid
Diabolika 

Cykl: Diabolika (tom 1)

Autor: S. J. Kincaid 

Wydawnictwo: Moondrive

Strony: 412 stron 

Tytuł oryginału: The Diabolic 

Rok wydania: 2017 rok

Poprzednie recenzje: - 

- Zrobiłem ci jakąkolwiek krzywdę?
- Rozbolały mnie knykcie od okładania cię pięściami.

Ta książka też zalegała na mojej półce i mimo, że była wygraną w konkursie i bardzo zależało mi na jej przeczytaniu, to nim przyszedł jej czas, musiały minąć prawie dwa lata.

Ludzkości udało się podbić kosmos i właśnie z tego powodu opuścili ziemię i zaczęli osiedlać się na innych planetach. Rządzi nimi cesarz, a jego decyzje są święte i niezmienne. Nauki ścisłe i wynalazcy nowych technologii są tępieni i nazywani heterykami, zagrażającymi państwu. Wraz ze zmianami nadszedł czas na wykorzystanie humanoidów, które przez brak postępu w technologii stają się coraz bardziej przestarzałe i bezużyteczne.
Jednym z zaprogramowanych tworów są diaboliki; bezwzględne i okrutne istoty, które zostały stworzone, by chronić i kochać tylko jednego człowieka. Nemezis jest jedną z nich, ale jej los potoczy się inaczej, niż zaplanowało.

Diabolika to fascynująca i wciągająca powieść młodzieżowa, a mówi (raczej pisze) to osoba, która ostatnio ma problem z zawyżoną poprzeczką dla większości czytanych przeze mnie książek. Niezbyt też lubię motyw kosmosu, mieszkania na innych planetach, ale S. J. Kincaid tak poprowadziła całą fabułę, że osoba, która w żaden sposób nie interesuje się tą tematyką, czerpie przyjemność z lektury i nie czuje się przytłoczony informacjami, które są zawarte. Chodzi o naturalność z jakim autorka stworzyła nowy świat i brak sztuczności, która zbyt często jest w książkach tego typu.
Podoba mi się motyw polityki i to, jak Kincaid rozwinęła go na równi z wątkiem miłości, pomiędzy bohaterami i nie tylko kwestii zakochania, ale również przywiązania do osób nam bliskich. Również, powiązania rodzinne, pomiędzy poszczególnymi rodami są dopracowane w szczegółach, a cała akcja toczy się w sposób, którego czytelnik nie ma szans przewidzieć. Mamy brutalność, walki, ale również żądanie wolności dla ludzi, którzy nie żyją w sposób godny i są traktowane niesprawiedliwie przez bogatych mieszkańców Kosmosu.

Nemezis jest jedną z najlepiej wykreowanych bohaterów, których miałam okazję poznać poprzez karty powieści. Jej zachowania, odkrywanie siebie i swoich uczuć zostały przedstawione w sposób faktyczny i niewymuszony, co sprawia, że naprawdę łatwo jest zafascynować się Nemezis.
Ogólnie, wszystko bohaterowie zostali ukazani w niebanalny sposób, a pomimo tego nie tracą na autentyczności. Z pobocznych bohaterów bardzo zaciekawiła mnie babka Tyrusa, Cygna i jej motywy dotyczące brutalności, z jaką rozprawiła się z kandydatami do tronu, ułatwiając synowi przejęcie tronu. Żałuję, że jej historia nie została odrobinę bardziej rozwinięta i autorka nie zastosowała retrospekcji lub po prostu nie wyjaśniła, co jeszcze tam było, ponieważ czuję, że cała ta historia ma drugie dno.

Uważam, że Diabolika zasługuję na większe zainteresowania i bardzo mi szkoda tego, iż ta książka miała tak słabą promocję. To dobra fantastyka i liczę na to, że jakieś wydawnictwo, czy to Mooondrive czy inne, zabierze się z kontynuacje lub przejmie całą serię, jak to było w przypadku Sagi księżycowej, bo naprawdę warto. I jeszcze zwróćcie uwagę na tą cudowną okładkę, idealnie symbolizującą treść i samą Nemezis. 

22:14

Pierwsza połowa 2018 || TAG książkowy

Pierwsza połowa 2018 || TAG książkowy
Za szybko mija ten rok i dopiero po wpisie Ani z booklicity uświadomiłam sobie, że czas zrobić jakieś półroczne podsumowanie i na początku miało być one tylko dla mnie, jako motywacja do lepszych wyników w drugiej połowie 2018 roku

1. Najlepsza książka przeczytana w tym półroczu

O dziwo, myślałam, że będzie mi łatwiej coś wybrać. Sądziłam, że nie czytałam nic szczególnego, a tak naprawdę jest kilka książek, które mogę wybrać jako najlepsze; Królestwo Kanciarzy Leigh Bardugo i Dwór Mgieł i Furii Sarah J. Maas to tylko dwie z najlepszych książek i wiem, że chcę mieć je na swojej półce oraz zapoznać się z resztą twórczości obu autorek. 

2. Najlepsza kontynuacja, który ukazała się w tym roku 

Tak naprawdę nie przeczytałam ani jednej kontynuacji wydanej w tym roku; jeszcze nadrabiam 2017 i chyba mi jeszcze to zostanie, bo chciałabym od września nadrabiać wszystkie serie, które kiedyś tam zaczęłam i nie zaczynać nowych. 

3. Nowa książka/premiera, której jeszcze nie przeczytałam


I tutaj jest dużo takich książek, ponieważ jest masa premier, którymi byłam lub jestem zainteresowana, a nie miałam jak przeczytać tych książek, bo zawsze było coś innego. Trzeba to w końcu narobić i zacznę Tajemnej mowy drzew Erwina Thoma (nie wiem jak odmienić nazwisko) i może w drugiej części roku już lepiej będę stała z tymi premierami. 


4. Najbardziej wyczekiwana premiera drugiej połowy roku

Nie śledzę tego tak naprawdę, ale raczej czekam na większość książek od Wydawnictwa Kobiecego i Otwartego oraz Literackiego. 

5. Największe rozczarowanie tego półrocza

Kochanka Księcia pani Lee była bardzo zachwalaną książką i czymś, co uznałam, że będzie wyróżniać się na tle innych erotyków, a tak naprawdę dostałam to samo, inspirowane Grey'em, więc mówię nie dla tej historii. 

6. Największe zaskoczenie tego półrocza

To Waleczna Czarownica i kilka fanfiction, które czytałam, ale o nich może kiedyś zrobię oddzielny post. Bynajmniej, zakończenie serii podobało mi się najbardziej i uważam, że pani Jensen poradziła sobie lepiej niż poprzednio. 

7. Nowy ulubiony autor

Agatha Christie, ponieważ to dobre kryminały, w którym naprawdę dzieje się wiele i na takim poziomie, że wszyscy autorzy mogą się od tej pani uczyć. W końcu się zabiorę za resztę, bo jak na razie przeczytałam jej tylko jedną książkę, ale reszta dorobku na mnie czeka.


8. Najnowszy literacki crush/książkowy mąż

Nie zaskoczę was, bo Rhysand, który skradł moje serce już w pierwszej części, a potem było tylko lepiej. I fakt, lubiłam Tamlina, ale też uważam, że diametralna zmiana, która w nich zaszła, jestem tak naprawdę idealnym ukazaniem zmian w psychice człowieka po przejściach. Wiem, że dużo osób krytykuje Maas za to, co zrobiła z bohaterami, ale ja z drugiej strony nie wyobrażam sobie, że po tym, co stało się pod Górą, mogliby żyć tak, jakby nic się nie stało.  

9. Nowy ulubiony bohater literacki

Nemezis z Diaboliki stała się numerem jeden na liście dziewczyn w książkach, które zostały w sposób fajny i przemyślany ukształtowały, nie irytuje mnie swoimi decyzjami i uważam, że ogólnie ta książka została skrzywdzona marną kampanią reklamową i zdecydowanie powinno mówić się o niej więcej. 

10. Książka, która doprowadziła mnie do płaczu

Królewska klatka, a raczej samo jej zakończenie sprawiło, że zmarnowałam tonę chusteczek i potrzebowałam pocieszenia w postaci tabliczki czekolady z nadzieniem malinowym (pamiętam, bo teraz tylko z tym mi się kojarzy :). Victoria Aveyard naprawdę świetnie zakończyła trzecią część, ale skrzywdziła również moje delikatne serduszko, więc jej nienawidzę. 

11. Książka, która sprawiła, że się uśmiechnęłam 

Z pogardą? Czy byłam uszczęśliwiona czytaniem jej? Niesprecyzowane pytania są najgorsze ;) Małe kobietki to książka, którą każdy powinien przeczytać. Nie raz, tylko dwa dla pewność, że wszystko zrozumiał i zdążył zakochać się w tej powieści. Tylko nie oglądajcie tego miniserialu na podstawie powieści, bo tylko się wkurzycie, że dopowiedzieli sobie tam coś, czego nie ma. 


13. Mój ulubiony wpis na blogu 

Ogólnie napisałam ich 28 i jeśli mam wybrać to wybiorę serie, czyli wszystkie podsumowania, które napisałam w tym roku. Lubię je pisać, sprawia mi przyjemność śledzenie moich czytelniczych postępów i w sumie właśnie dlatego piszę też ten post. 

14. Najpiękniejsza książka (okładka) kupiona w tym półroczu

Nie mam. Ogólnie najpiękniej wygląda Silver, ale ją mam na półce od kilku lat, więc zbytnio się nie liczy. Po prostu w 2018 roku jeszcze nie kupiłam ładnej książki. 

15. Książki, które chcę przeczytać do końca 2018 roku

W końcu zabiorę się za ten post i go napiszę, może nawet jeszcze przed końcem lipca... Nic nie obiecuję, ale taki początek macie w moim letnim tbr, więc zapraszam. 





11:30

"Waleczna Czarownica" Danielle L. Jensen

"Waleczna Czarownica" Danielle L. Jensen
Waleczna Czarownica 

Cykl: Trylogia Klątwy (tom 3)

Autor: Danielle L. Jensen 

Wydawnictwo: Galeria Książki

Strony: 389 stron

Tytuł oryginału: Warriow Witch 

Rok wydania: 

Poprzednie recenzje: Porwana Pieśniarka, Ukryta Łowczyni


Kiedy traci się sens życia, wiele rzeczy okazuje się wartych, by za nie umrzeć.

Waleczna Czarownica to finał trylogii, która ukazała nam bezlitosny świat trolli, ich sekrety i plany, dzięki którym wyszły one spod Góry i próbowały zrównać świat z ziemią. 

Rzadko kiedy zdarza mi się wypowiedzieć dość negatywnie o początku trylogii, a potem zmienić zdanie; najczęściej, gdy autor nie spodobał mi się na początku, to potem ciężko to zmienić. Jednak Danielle L. Jensen udało się to zrobić i Waleczna Czarownica okazała się bardzo dobrą książką, która uratowała poprzednie części i poprawiła całokształt mojej oceny.
Cecile, główna bohaterka zaczyna podejmować trochę inne decyzje, jej zachowanie cechuje się większą samodzielnością i młoda kobieta nie jest już tak zależna od trolli, jak w pierwszej i drugiej części, co jest na plus. Do tego bardzo podoba mi się relacja pomiędzy nią, a Tristanem i ilość intryg w tej części, które tak naprawdę sprawiają, że nie można oderwać się od czytania nawet na moment.
Tristan za to trochę stracił, z tego względu, że za dużo chciał utrzymać w swojej władzy i jego decyzje często były podyktowane osobistymi pobudkami, przez które narażał życie swoje, żony i osób, które pomagały im w wywalczeniu pokoju. Mimo wszystko, nadal miał swój urok, jednak brakowało mi jego i Cecile razem, a do tego koniec wydał mi sie tak niesprawiedliwy, że odczułam realną złość na autorkę za to, co zrobiła.

Na pewno to takie zakończenie, którego w ogóle się nie spodziewałam i oczekiwałam czegoś na miarę poprzednich części, ale dostałam więcej i jestem z tego zadowolona. Do tego, ta części sprawia, że przeczytam coś jeszcze od pani Jensen, choć na razie odpuszczam sobie dodatek, bo muszę od tej trylogii zwyczajnie odpocząć.
Na pewno jakieś drobne błędy są, ale one wszystkie nie umniejszą przyjemności, którą czerpałam z czytania tej powieści i mogę szczerze ją polecić, jak całą serię, choć nie jest ona na wysokim poziomie, to ma pewien urok i zamysł, który autorka mogła lepiej rozwinąć. 

10:49

"P.S. I like you" Kasie West

"P.S. I like you" Kasie West
P.S. I like you


Cykl: -

Autor: Kasie West

Wydawnictwo: Feeria Young

Strony: 389 stron

Tytuł oryginału: P.S. I like you 

Rok wydania: 2017

Poprzednie recenzje: -

- Z kim rozmawiasz?
- Ze sobą.
- Często to robisz.
- Wiem. Jestem jedyną osobą, która mnie rozumie.


YA to dość specyficzny rodzaj literatury, który nie każdemu pasuje; ja teoretycznie lubię, ale gdy czytacie ileś tak książek, które są beznadziejne i schematyczne, macie dość. Miałam już porzucić YA i dać sobie spokój, ale na półce mam jeszcze kilka takich powieści i uznałam, że skończę chociaż te. Zrobiłam dobrze, bo moje pierwsze spotkanie z Kasie West okazało się być jak najbardziej trafne i dobre. 

Co robisz, gdy podczas lekcji chemii w głowie wirują ci zamiast pierwiastków fragmenty ulubionych piosenek?

Lily po prostu zapisała wers z ukochanego utworu na ławce. Niczego nie oczekiwała, a jednak następnego dnia zobaczyła, że ktoś dopisał kolejne zdanie. Ktoś, kto najwyraźniej zna tekst tej piosenki. Jak to możliwe, że w tej nudnej szkole ktoś także kocha alternatywne zespoły?

Wkrótce ławkowa korespondencja między Lily a tajemniczym miłośnikiem muzyki nabiera tempa. Rozmawiają nie tylko o muzyce, ale i o swoich problemach i stają się sobie coraz bliżsi. Kim jest ta tajemnicza bratnia dusza?

To nie jest jakiś odkrywczy pomysł na historię, już w połowie wiedziałam, kto jest po drugiej stronie ławki, ale mimo wszystko czytało mi się P.S. I like you tak lekko i przyjemnie, że odzyskałam wiarę w autorów YA i nadal będę to czytać. 

Główną rolę w sukcesie osiągniętym odgrywają bohaterowie, którzy są po prostu świetni. Lily to ten typ dziewczyny, która robi swoje, rozwija się i pomimo wad, nie można zarzucić jej niczego złego. Nastolatka pomaga w domu, opiekuje się braćmi, stara się być wsparciem dla swojej najlepszej przyjaciółki i dobrze się uczyć, ale jak każdej normalnej osobie, nie zawsze jej wychodzi. To sprawia, że jest mniej oderwana od rzeczywistości niż większość bohaterów literackich.. 
Jej partner korespondencyjny... Nie opiszę go, bo nie chcę spoilerować osobom, które tego jeszcze nie czytały, ale on jest naprawdę dobrze wykreowanym męskim bohaterem i to też jest ogromny plus, który składa się na właśnie wysoką ocenę tej lektury. 

Rodziny się nie wybiera i właśnie w tej książce widzimy, jaka to jest mądrość. Ale właśnie bardzo dobrze, bo rodzina Lily jest tak pozytywnie zakręcona i bardzo mi się podoba, że pomimo problemów są ze sobą zżyci i wspierają się, jak tylko mogą. 

Styl Kasie West jest bardzo lekki, niewymuszony, czyli taki jak powinien być w powieściach tego typu. Książkę czytało się zaskakująco szybko, z uśmiechem na ustach i lekkim wyczekiwaniem, co nastąpi na kolejnych książkach. 
Tutaj nie ma dużo akcji, rozwiązanie jest pokazane, jak na dłoni, ale mimo tego szczerze mogę polecić P.S. I like you jako wakacyjną lekturę, taką na jeden dzień spędzony nad jeziorem czy w hamaku, bo idealnie wpasowuje się w ten letni klimat swoją lekkością i już wiem, że sięgnę po kolejne książki tej pisarki, mając nadzieję, że okażą się one tak dobre, jak ta. 

11:12

#selerowymaraton i #maratonlapchwile - podsumowanie kilku dni szalonego czytania.

#selerowymaraton i #maratonlapchwile - podsumowanie kilku dni szalonego czytania.
pinterest.com
Szczerze mogę przyznać, że maratony są wykańczające. Tym bardziej, jeśli mówisz sobie, że chcesz zacząć dobrze i czekasz do tej północy, potem czytasz kilka godzin i kładziesz się spać na chwilę, by bladym świtem (o dziewiątej) zerwać się i znów otworzyć książkę.
Zacznę od tego, że jestem beznadziejna w maratonach i czytaniu w określonym momencie, albo czytaniu pod przymusem. Jednak, tym razem postanowiłam spróbować, tym bardziej, że selerowy maraton miał trwać siedemdziesiąt dwie godziny, co pozwoliło mi mieć nadzieję na to, że przeczytam choć jedną z zaplanowanych książek.

#selerowymaraton: 

1. Chłopak, który chciał zacząć od nowa Kirsty Moseley - 335 stron 

2. Depresja i inne magiczne sztuczki Sara Benaim - 91 stron ✓

3. Prostota Brooke McAlary - 102 strony ✓

4. dziewczyna z drużyny Miranda Kenneally - 383 strony ✓

5. Mroczny sekret Libba Bray - 358 stron ✓

Razem: 934 
3 dni: 311 stron
Maraton trwał od 23 do 25 czerwca i muszę przyznać, że naprawdę były to dni wypełnione czytaniem i pojedynczymi drzemkami. 
Moim zdaniem to całkiem zadowalający wynik, a jeśli dodać do tego pisanie postów, oglądanie seriali i robienie wszystkiego po kolei, to można powiedzieć, że poszło mi całkiem nieźle, jak na osobę, która ma ewidentny problem z takim zaplanowanym czytaniem. 

W kolejnym maratonie nie planowałam brać udziału, ale uznałam, że nowe umiejętność trzeba pielęgnować i rozwijać, a skoro była na to okazja, to skorzystałam. Tym razem czytanie miało potrwać dwadzieścia cztery godziny, a czekanie na północ umilałam sobie The Originals i mogę się pochwalić, że prawie skończyłam pierwszy sezon; całkiem mi się podoba, ale jedno jest pewne - nie można przywiązywać się do żadnej postaci, bo zaraz może być martwa. To trochę smutne. 

#maratonlapchwile 

1. Tajemna mowa drzew Erwin Thoma - 285 stron 

2. Pokój służącej Fiona Mitchell - 389 stron ✓

3. Bez słów Mia Sheridan - 383 strony ✓

Razem: 772 strony 

5 lipiec to dobry czas na zrobienie maratonu, a dwie z trzech książek, które miałam przeczytać to super wynik, jeśli wziąć pod uwagę, że kilka wczorajszych godzin poświęciłam na sen, a jeszcze kilka na oglądanie serialu (jeszcze tylko 3 odcinki pierwszego sezonu!). Najpierw zaczęłam od Mii Sheridan, której postanowiłam dać drugą szansę, a czy się opłacało opiszę w recenzji, którą planuje niedługo dodać, choć pierwszy w kolejce jest Pokój służącej, który okazał się bardzo dobry, ale kilka dość istotnych błędów jest. 
Na pewno te dwa maratony to nie ostatni raz, gdy biorę udział w grupowym czytaniu, bo całkiem mi to przypadło do gustu. Do tego, wakacje to jedyny czas, gdzie mogę pozwolić sobie na takie rzeczy, a te konkretne lato chce wykorzystać w 100%. 

Bierzecie udział w jakimś maratonie? Jeśli tak, to kiedy i w jakim? A może uznajecie, że to nie dla was? Dajcie znać w komentarzach, z chęcią przeczytam waszą opinię. 

11:41

"Dziewczyna z drużyny" Miranda Kenneally

"Dziewczyna z drużyny" Miranda Kenneally
dziewczyna z drużyny 

Cykl: -

Autor: Miranda Kenneally 

Wydawnictwo: Pascal 

Strony: 383 strony

Tytuł oryginału: Catching Jordan 

Rok wydania: 2016 

Poprzednie recenzje: - 

Jeśli marzysz zbyt długo, nigdy nie zaczniesz działać. 


Jordan Woods w żadnym wypadku nie można nazwać "typową dziewczyną": nastolatka jest kapitanem drużyny futbolowej, nie zależy jej na wyglądzie i więcej czasu spędza na obmyślaniu strategii oraz oglądaniu meczy niż jak jej rówieśniczki na zakupach w galerii handlowej. Zresztą, właśnie dlatego przyjaźni się tylko z chłopakami, którzy okazują się słuchać lepiej niż jej niejedna koleżanka. 
Jordan udaje się utrzymywać pozę twardej laski, aż do przybycia Ty'a. Chłopak okazuje się być równie dobrym rozgrywającym, co ona. Do tego zaczyna podobać się "pani kapitan", co komplikuje jej życie. 

Tytuł książki Mirandy Kenneall od razu skojarzył mi się z bardzo popularnym filmem "dziewczyny z drużyny", ale historie są już zupełnie inne. 
To miła lektura, bynajmniej taka była, dopóki autorka nie poszła w stronę całkowitego absurdu i postaci, które są do bólu schematyczne i przewidywalne.  Woods miała być inna niż wszystkie, a za sprawą jednego chłopaka nagle traci głowę, zaczyna słabiej grać i poluźnia kontakt ze swoim najlepszym przyjacielem. Jeszcze wszystkie jej problemy, zostały wyolbrzymione i urosły do wagi państwowej, a jak na taką zaradną dziewczynę, ona cały czas lata i oczekuje, że ktoś będzie ją pocieszał. Żadna z niej "twarda laska", Jordan jest po prostu emocjonalnie niestabilna. 
Ideał chłopaka, potocznie zwany Ty też jakoś nie zachwyca. Autorka wykorzystała motyw skrzywdzonego chłopca, który na swoim barkach dźwiga więcej niż ktokolwiek inny i dzięki temu każdy powinien go podziwiać za to, co robi i ile z siebie daje. W jednej książce to może być fajne, ale jak już zaczynam czytać dziesiątą z kolei młodzieżówkę z takim motywem, to czuję tylko irytację i niechęć do bohaterów.
Powieść ratują trochę drugoplanowi bohaterowie, tacy jak brat Jordan, jego kolega i Carter; tutaj mogę napisać, że nie były to osoby, które wpędzały mnie w mordercze myśli. 

Styl pani Kenneally jest w miarę fajny i książkę czyta się szybko, choć na pewno główny zapychacz tej historii to oklepane schematy i motywy, którymi autorka nic nowego nie wnosi. Pierwsza miłość? Nie taka, jak w wyobrażeniach. Najlepszy przyjaciel? Zamknięty w friendzone i na dodatek, wszyscy widzieli jego miłość, tylko nie główna zainteresowana aka jego najlepsza przyjaciółka. 

Możliwe, że te wszystkie przeczytane przeze mnie młodzieżówki są po prostu zapowiedzią tego, że powinnam zrezygnować z ich czytania, ale jeszcze nieśmiało liczę na to, że w końcu minie klątwa Złych Książek i natrafię na coś dobrego. 

Reasumując: książka jest znośna, jeśli ktoś bardzo nie czepia się takich szczegółów i nie przeszkadzają mu schematy. Jeśli jednak ma z nimi problem, nie powinien sięgać po dziewczynę z drużyny, bo tylko zmarnuje swój czas. 
____________________________________________
Czy tylko mi się wydaje, że ostatnie dni nie sugerują nam kalendarzowego lata? Stawiałabym na jesień, ciepłe skarpetki i koc, ewentualnie jeszcze cały dzień spędzony w łóżku (ja tak robię). Sprzyaj to czytaniu książek, oglądaniu seriali i słabych filmów (szczerze odradzam Lady M. ostatnio na niczym się tak nie wynudziłam) oraz piciu takiej ilość gorącej herbaty, że zagraża to zdrowiu ;) 
Jeśli macie jakieś ciekawe młodzieżówki to bardzo proszę o tytuł. Ostatnio trafiam tylko na te naprawdę złe. Śmieszne jest to, że są to książki z mojej półki. 
Copyright © 2016 Oddychajaca ksiazkami , Blogger